Spotkanie z Niką nie przeszło na tyle spokojnie jak się spodziewałem. Bogowie dodatkowo mrucząc w mojej głowie „i dobrze, masz więcej czasu to wracaj do pracy” wcale mi nie pomagali. Rozstaliśmy się niezbyt pokojowo, niestety… Cóż, oboje popełniliśmy błędy ale chyba tylko ja jestem w stanie to pojąć, przyswoić i potraktować jako nauczkę, której nigdy więcej nie powtórzę.
Zapamiętam Ją dobrze. Wszystkie chwile spędzone z Nią do samego rozstania. Do samej rozmowy, która okazała się „nie do końca ostateczną”. Nie mam wyrzutów, nie mam żalu. Żadnych negatywnych emocji, które zebrały się po rozmowie. Kiedy odeszła, zostawiając mi moje wilcze łapki, wszystko wyparowało, jakby ktoś wrzucił żar do ognia i czekał, aż zmieni się w złoto. Oczywistym było, że to nie nastąpi. Nie nastąpiło i nie chcę już z tego powodu krwawić… Nie chce krwawić wracając do Niej myślami, a wiem, że to będzie mnie często nachodzić.
Po raz pierwszy byłem w takiej sytuacji. W sytuacji, w której emocje wzięte z nieporozumienia wzięły górę i nawet wyjaśnienia i naprostowanie wszystkiego nic nie zmieniło.
Mam nadzieję, że Jej aktualne nastawienie do mnie się zmieni…
Nie chcę nowego związku…
Nie teraz…
Poczekam…
***
Powrót do domu, rozmowa z ojcem. Nalał mi piwa, pogadaliśmy o przeszłości (zwłaszcza jego). Powiedział, co o tym sądzi. Cóż, z jednej strony jego podejście jest dobre na przetrwanie z drugiej – bardzo nie po mojemu.
Nie potrafię żyć chwilą tak, jak wymaga tego ode mnie życie.
Nie potrafię szukać ukojenia po stracie jednej kobiety w ramionach drugiej.
A może potrafię tylko nie chcę i wiem, że i tak bym go nie znalazł?
Zawsze miałem pod górkę i chyba nic tego nie zmieni…
Taka praca…
***
Ślepiec wyrwał mnie od telewizora. A ja tak bardzo chciałem się dowiedzieć czy On Ją zdradzał i czy Ona pije alkohol z kotem… No ale nic, zerwałem się na nogi i na Kopę Filokteta! Pogadaliśmy trochę a że było tłoczno, poszliśmy na małą przechadzkę nad Smródkę. Tam spotkaliśmy coś, czego się nie spodziewaliśmy, ale nie czas i miejsce na ten temat gadać. Zahaczyliśmy o blok Violki, zabraliśmy ją nad Smródkę i usiedliśmy wśród drzew. Najpierw niepokój, potem przeczucie, potem błysk nieba. Na początku nie wiedzieliśmy o co chodzi. Potem okazało się, że bóg Hnum okazał Ślepcowi swoją miłość. Zerwał się wiatr… Duży wiatr… Spadł deszcz a na niebo było jaśniejsze, niż kumulacja trzech sylwestrów w jednej chwili. Drzewo obok nas rozpadło się na dwie części pod wpływem podmuchu. Przyznam, że od początku czułem, że to nie naturalne, ale ta miłość mogła być zabójcza dla naszej trójki. No nic… Ślepiec się podładował energetycznie i to skrajnie a ja, mimo początkowych obaw, też wychwyciłem coś dla siebie. Odprowadziliśmy Violę, która i tak musiała wracać do domu, my zaś w co raz to lepszych nastrojach ruszyliśmy dalej.
Ostatecznie ze Ślepcem dotarliśmy po raz kolejny na Kope Filokteta, położyliśmy się na samym szczycie i pozwoliliśmy naszym ciałom na swobodną produkcję endorfin, wpatrując się z błyskające niebo i zbierając deszcz, leżąc w kałuży... Zadziałało to na mnie oczyszczająco i kojąco. Zastanawiałem się również, czy to właśnie dziś stanę po raz kolejny przed obliczami moich stwórców, czy to tylko zwykła oznaka zainteresowania ze strony Hnum’a. Jednak nie wezwali mnie przed swoje oblicze… to znaczy, że jeszcze mam tu sporo do roboty…
Do domu wróciłem o 23:50. Przemoczony, ale pozytywny. Poczułem krawędź, poczułem smak nieba. Zrozumiałem, że skoro tak jest, to tak być musiało. Jeśli coś ma się zmienić, to się zmieni.
Wystarczy odczekać swoje…
Pozdrawiam Was, Moi mili.
Oby wam bogowie rzucali kłody pod nogi.
Nie tak jak mi – prosto w twarz. :)
Do następnego ;*
Nastrój:
tagi:
Dzisiaj widzę się z Niką, już za kilka godzin…
Problem w tym, że mam złe przeczucia…
Coś mi mówi, że jadą z Dan do Felczera, a potem na metrze w towarzystwie swojej przyjaciółki Nika odda mi moje rzeczy…
Ciekawe jak wiele ich odda… Jak bardzo będzie chciała pozbyć się mojej osoby ze swojego życia…
Nie wiem, ale mam złe przeczucia…
Nie dogadaliśmy się, zagraliśmy w dwie gry i w obydwu przegraliśmy. Nieporozumienie. Czysta głupota. Przez parę słów i niedopracowanych sposobów na wyciagnięcie czegoś z drugiej osoby, rozstanie? Już? Za co? Za to, że w którymś momencie się minęliśmy i zobaczyliśmy to zbyt późno?
Zobaczymy co z tego wyjdzie… dzisiaj w nocy pojawi się część druga…
Oby moje założenia były błędne…
Oby dało się to jeszcze odkręcić…
Nastrój:
tagi:
Arytmia
środa, 22.lipica.2009, 20:54
I tak oto powracam po raz kolejny, z hukiem jakich mało.
Przedwczoraj, rankiem, z tablicy korkowej sfrunął jakiś papierek. Wiedziałem, że to albo paragon, albo bilet. I że na 100% ma coś wspólnego z Niką. Wygrałem od siebie piwo. Bilet z kina – „Anioły i demony” – jedyny film na jakim byłem z Nią w kinie. Od razu podłapałem o co chodzi – wracają.
I wrócili. Najpierw napisałem do Dan w sprawie suszarki, potem się przypomniałem. Dzisiaj dostałem odpowiedź, że po suszarkę do Niki. Pretekst dobry… tak naprawdę potrzebowałem bodźca żeby do Niej napisać. Chwilę potem zapomniałem o bodźcu i po prostu napisałem. Kolejny raz się minęliśmy. Mówiąc „zostaw” miała na myśli „staraj się”.
Widzę się z Nią w czwartek. Będzie dobrze? Da się to wszystko odkręcić? Nie chcę nic zakładać czy rozważać. Chcę żeby było dobrze, jakkolwiek ma być. Chcę… chcę, żeby była szczęśliwa… Mam nadzieje, że ze mną…
Czasem przeklinam dzień, w którym zaprzestałem czytać w myślach. Gdybym to wtedy zrobił, wszystko by się ułożyło. Szlag by to trafił.
Czas zająć się chyba tym, w czym jestem najlepszy…
Powołaniem…
Pracą…
Wrodzonym zawodem...
***
Powoli zaczynam grać w zielone. W sumie fajna zabawa, choć ostatnio przyznam że z deczka mnie przerosła. :P
Z resztą… ostatnio wiele spraw mnie przerasta…
Koniec pisania – i tak nie mogę oczyścić myśli…
Do następnego…
Nastrój:
tagi:
Dużo czasu znów upłynęło, od kiedy ostatnio tu byłem. Odzyskałem jednak szablon i zaczynam na nowo spisywać moje dzieje. Z aktualniejszych spraw w skrócie:
Z Teo dogaduję się świetnie, jesteśmy przyjaciółmi, gadamy o wszystkim, świetnie się dogadujemy. Z Jej starym/nowym chłopakiem Jahoo chodzę na piwo i gram w Soul Calibur’a 3 na PS2. Życie jest piękne, nie ma co.
Z tych mniej szczęśliwych. Gdzieś w okolicach 08.07.09 skończył się mój cztero i pół miesięczny związek, ponieważ powiedziałem złe słowa w złym czasie zamiast poczekać i nie mówić ich wcale. Śmierć za słowa – słuszna, czy niesprawiedliwa? Ciężko powiedzieć… Choć przyznam że dostosowywanie się do środowiska jest dość… wyczerpujące… tak, można tak to ująć.
Ogólnie związek wspominam dobrze, naprawdę… choć, nie zaprzeczę, ilość wspomnień nie jest zadowalająca. Z tego też powodu mam nadzieję że całe to jedno wielkie nieporozumienie uda się odkręcić i nadrobić te drobne braki w pamięci.
Przyznać muszę, że ktoś kiedyś miał rację. Zaczynasz doceniać to co masz, kiedy to tracisz. To jest naprawdę życiowe…
Znowu zacząłem pisać wiersze! ^^ Przykre trochę, że po rozstaniu i że nie są zbyt optymistyczne, no ale „Życie jest okrutne” i nic na to nie poradzimy.
Dzisiaj to by było na tyle, tak skromnie, może innym razem będzie więcej, bo teraz przysypiam. ;P
Pozdrawiam Was Moi Mili ;*
Nastrój:
tagi: