Myśl intrygi ogarnia mą duszę
Za jakie uczynki te wszystkie katusze?
Za jakie złe myśli, za jakie złe czyny?
Wszak nigdzie nie widać tak wielkiej mej winy!
Za jakie złe myśli, jakie złe słowa?
Choć tylko coś mówisz, już klęska gotowa...
Choć tylko prawdą walczysz, prawda cię zabije!
Nie pomożesz wszystkim, ktoś wskaże Twą winę!
Jedno ci dziękuje, a dziesięciu przeklina!
We wszystkim co robisz to Twoja jest wina!
Myśl intryguje – rozbija mi głowę.
Tętno przyśpiesza – nieszczęście gotowe.
Chwytam się ściany – ściana ucieka.
Ktoś wyciąga rękę – lecz tylko z daleka...
Tracę równowagę – ziemi na spotkanie.
Lecz coś się nie zgadza – nie spadam?
Czemu?
Ktoś mnie złapał?
...
***
Pójdę po tym murku.
Jeszcze kroczek, może dwa.
Nie stracę równowagi, nie martw się o mnie...
Ruszyłam po murku.
Zrobiłam kroczek, drugi.
Poślizgnęłam się na mokrym kamieniu...
Spadłam z murka.
Po kroczku czy tam dwóch.
Ale mnie załapałeś, bo wciąż byłeś blisko...
I mimo murka
Mimo tych dwóch kroczków
Wiem, że mi wybaczysz, i pomożesz pójść dalej.
***
Nie czyń bliźniemu, co Tobie nie miłe!
W tym właśnie problem, że uczyniłem...
***
- Zostałem Poetą Formy Ostatecznej...
- Więc już na wieki pozostaniesz Zagadką...
***
Niegdyś to było miejsce, gdzie mogłem pisać wszystko. Moje życie „prywatne” było tak naprawdę krwią tego bloga. Moje uczucia, myśli, pragnienia były równocześnie jego. Ale ten czas minął, i choć bardzo tego żałuję, przez pewien czas będę pisał tylko to, czego nie będzie można później użyć przeciwko mnie. Zbyt wiele razy się w ten sposób przejechałem...
Może jednak napiszę coś szczerego.
Ten ostatni raz...
Kiedy to piszę, lecą mi łzy. Załamuję się... Nie wiem co mam robić dalej... Całe moje życie to jedna wielka improwizacja, jednak jak długo można improwizować? Nie wiem, nie umiem, nie potrafię... Uczucie, że czynię źle i gorzej i jeszcze gorzej... Uczucie, że... Nagle, niewiadomo czemu wyciągnąłem z zakurzonej stodoły armatę z ostatnią kulą która miała służyć do obrony... i po prostu... wystrzeliłem. Nie celowałem, ale widać ka chciało, żeby kula trafiła w kluczową kolumnę podtrzymującą zamek. Piękny, choć zbudowany wbrew wszelkim zasadom. Zamek, który tak naprawdę nie miał prawa istnieć. To jednak mnie nie usprawiedliwia. Zamek nie należał do mnie. Nie miałem prawa... a jednak to zrobiłem. Czemu? Nie wiem...
Możliwe że to wszystko mnie przerosło. Nie potrafię sobie sam poradzić z otaczającym mnie światem, rzeczywistością, realiami życia... To mnie przytłacza, przyciska do ziemi... Mój oddech staje się gwałtowny i urywany... Oczy zachodzą mgłą... Nie pierwszy i nie ostatni raz. Kiedy więc zebrałem się w sobie i zapragnąłem jakiejś zmiany – nastała, lecz jest inna, niż się spodziewałem. Dlaczego? Bo tak...
Mam ochotę stanąć w oknie i ze słowami „Uwalniam się od tego przeklętego świata” zrobić krok na przód. Optymizm? Znowu zniknął gdzieś za horyzontem. Pesymizm pobiegł razem z nim... Tylko realizm został obok mnie. Tylko on jest moimi oczami, których nigdy nie miałem... To on mi szepce, jaka jest prawda...
A prawda jest taka, że z dnia na dzień ujawnia się moja gorsza natura... Z dnia na dzień moje myśli robią się co raz to ciemniejsze, słowa nabierają metalicznego smaku, a wzrok mętnieje i wyostrza się jednocześnie... Z dnia na dzień budzi się we mnie zła moc, która daje wielkie możliwości, jednocześnie wypaczając umysł... Gdzie podziały się bariery? Jedne zniknęło, inne uciekły... Jeszcze inne stały aż do końca, lecz pod naporem szału i wściekłości pękły i posypały się w tytanowe drzazgi...
Rodzi się szaleniec, który nie wie co to strach...
Szaleniec, który w głębi nadal jest sobą...
Łzy już wyschły...
Trzymajcie się...
Nastrój:
tagi:
Zacznijmy od mniej przyjemnych spraw typu „szkoła”.
Ku uciesze ludu ogólnoszkolnego pozostanę na 70% w jej murach 4, a nie 3 lata... Ilość zagrożeń straszy niemiłosiernie, a koniec półrocza tuż tuż. Nawet z nadzwyczajnym umiejętnościami i genialnymi taktykami zapamiętywania materiału mam niewielkie szanse na przetrwanie...
„Niech tak będzie jak być musi...”
„Niech się zdarzy co musi się zdarzyć i tak...”
„Więc to jeszcze nie śmierć – śmierć ostrzejsze ma kły...”
Pomyśleć że zaczęło się tak niewinnie...
Potem przeszło do tempa ekspresowego, w którym wyszło na świat wiele żartów...
Nagle okazało się, że te żarty żartami nie są i mają mieć swoje miejsce w świecie realnym...
I nastał jeden wielki „ZONK”...
Ogólnie rzecz biorąc... z dnia na dzień zaczyna się robić co raz ciekawiej. Mój optymizm przerywają częste napady pesymizmu podkreślane drgawkami, konwulsjami, torsjami, traceniem równowagi i świadomości. Oczka wędrują tu i tam, dłonie przyciskają klatkę piersiową w celu uspokojenia serca, a głowa udaje, że ktoś założył sobie na nią imadło i świetnie się bawi. Nie mam siły... Za dużo „czary-mary”? Maby...
Ale to są tylko napady. Chwile optymizmu spędzone w jakże wybornym towarzystwie ( ;* ) wynagradzają mi to wszystko po stokroć. No i jeszcze ta myśl, że jak by nie było, to w końcu będzie dobrze. Bo będzie, prawda? ;>
Nieograniczone możliwości daje mi los! Nieograniczone, aczkolwiek z umiarem. Jeśli tylko trochę przesadzę, daje mi o tym boleśnie znać. Jednak największy ból zadaje sumienie...
Nigdy nie sądziłem, że będę miał współudział w zadawaniu bólu osobie niewinnej. I choć teoretycznie daje to minus, to sumarycznie wychodzi plus bo - Zadając ból jednej osobie, szczęście otrzymają dwie inne. –1 +2 daje nam +1 więc teoreticko jest dobrze... ale mimo wszystko nie jestem przyzwyczajony do minusów w równaniach mojego życia.
Choć w życiu trzeba spróbować wszystkiego, a przynajmniej sporej części, żeby mieć rozeznanie w różnych dziedzinach i na różnych poziomach. Przynajmniej tak się zwykło mawiać...
Mam problem. W jednej głowie mieści się demon, dwie dusze i ja – do tego się przyzwyczaiłem. Ale ostatnio pojawił się inny problem... Podział mnie na „stare” i „nowe” ja. Stare Ja jest nadal tym niepoprawnym optymistą, romantykiem, posłańcem, wybaczającym w nieskończoność i bezgranicznie ufającym „Aniołem” który nigdy nic wbrew komukolwiek. Natomiast Nowe Ja przypomina z zachowania szarmanckiego demona/wampira w cholernie wysokiego rodu. Jest pewny siebie, osobliwy, skory do poświęceń (lecz tylko w przypadkach ekstremalnych). Wyznaje „Zasadę Brutalnego Świata <=> Carpe Diem” tłumacząc tym swoje zachowanie. Dąży do zebrania jak największej ilości dóbr w jak najkrótszym czasie, nie zastanawiając się nad tym, czy ktoś przez to może ucierpieć. Jeśli coś staje mu na przeszkodzie – ostentacyjnie to omija. Jeśli nie da się tego ominąć – niszczy przeszkodę w drobny mak. Zaczepny, jednak nie pozwala by ktoś się wywyższał ponad to, co może. Jeśli tak się dzieje, zaczyna prowokować sytuację, w której dojdzie do pojedynku. Pojedynki zaś nigdy nie są obstawiane - nie dla tego, że nikt nie chciałby obstawiać... po prostu kończą się równie szybko, co się zaczynają.
W ten oto sposób pojawia się paradoks mojej egzystencji. Raz wygrywa jedno „ja”, raz drugie, choć najczęściej wygrywa to stare. Moje zachowanie staje się na tyle nieprzewidywalne, że spokojnie można nazwać je mianem „chaotycznego”. To dobrze? Zależy jak na to patrzeć... Z jednej strony nie – odstrasza ludzi z oczywistego powodu. Z drugiej zaś nieprzewidywalność w walce i nie tylko, co daje sporą przewagę.
Żyje z dnia na dzień.
Z nadzieją na lepsze jutro.
Z zamiarem zdania szkoły.
Z zamiarem ułożenia sobie życia.
Uda się?
Przyjmuję zakłady xD
„Co ma być to będzie...”
Pozdrawiam Teo, Julę, Harry’ego, oraz wszystkie inne istoty zakłopotane życiem...
Będzie dobrze... ;) ;*
Nastrój:
tagi: