Spotkanie z Niką nie przeszło na tyle spokojnie jak się spodziewałem. Bogowie dodatkowo mrucząc w mojej głowie „i dobrze, masz więcej czasu to wracaj do pracy” wcale mi nie pomagali. Rozstaliśmy się niezbyt pokojowo, niestety… Cóż, oboje popełniliśmy błędy ale chyba tylko ja jestem w stanie to pojąć, przyswoić i potraktować jako nauczkę, której nigdy więcej nie powtórzę.
Zapamiętam Ją dobrze. Wszystkie chwile spędzone z Nią do samego rozstania. Do samej rozmowy, która okazała się „nie do końca ostateczną”. Nie mam wyrzutów, nie mam żalu. Żadnych negatywnych emocji, które zebrały się po rozmowie. Kiedy odeszła, zostawiając mi moje wilcze łapki, wszystko wyparowało, jakby ktoś wrzucił żar do ognia i czekał, aż zmieni się w złoto. Oczywistym było, że to nie nastąpi. Nie nastąpiło i nie chcę już z tego powodu krwawić… Nie chce krwawić wracając do Niej myślami, a wiem, że to będzie mnie często nachodzić.
Po raz pierwszy byłem w takiej sytuacji. W sytuacji, w której emocje wzięte z nieporozumienia wzięły górę i nawet wyjaśnienia i naprostowanie wszystkiego nic nie zmieniło.
Mam nadzieję, że Jej aktualne nastawienie do mnie się zmieni…
Nie chcę nowego związku…
Nie teraz…
Poczekam…
***
Powrót do domu, rozmowa z ojcem. Nalał mi piwa, pogadaliśmy o przeszłości (zwłaszcza jego). Powiedział, co o tym sądzi. Cóż, z jednej strony jego podejście jest dobre na przetrwanie z drugiej – bardzo nie po mojemu.
Nie potrafię żyć chwilą tak, jak wymaga tego ode mnie życie.
Nie potrafię szukać ukojenia po stracie jednej kobiety w ramionach drugiej.
A może potrafię tylko nie chcę i wiem, że i tak bym go nie znalazł?
Zawsze miałem pod górkę i chyba nic tego nie zmieni…
Taka praca…
***
Ślepiec wyrwał mnie od telewizora. A ja tak bardzo chciałem się dowiedzieć czy On Ją zdradzał i czy Ona pije alkohol z kotem… No ale nic, zerwałem się na nogi i na Kopę Filokteta! Pogadaliśmy trochę a że było tłoczno, poszliśmy na małą przechadzkę nad Smródkę. Tam spotkaliśmy coś, czego się nie spodziewaliśmy, ale nie czas i miejsce na ten temat gadać. Zahaczyliśmy o blok Violki, zabraliśmy ją nad Smródkę i usiedliśmy wśród drzew. Najpierw niepokój, potem przeczucie, potem błysk nieba. Na początku nie wiedzieliśmy o co chodzi. Potem okazało się, że bóg Hnum okazał Ślepcowi swoją miłość. Zerwał się wiatr… Duży wiatr… Spadł deszcz a na niebo było jaśniejsze, niż kumulacja trzech sylwestrów w jednej chwili. Drzewo obok nas rozpadło się na dwie części pod wpływem podmuchu. Przyznam, że od początku czułem, że to nie naturalne, ale ta miłość mogła być zabójcza dla naszej trójki. No nic… Ślepiec się podładował energetycznie i to skrajnie a ja, mimo początkowych obaw, też wychwyciłem coś dla siebie. Odprowadziliśmy Violę, która i tak musiała wracać do domu, my zaś w co raz to lepszych nastrojach ruszyliśmy dalej.
Ostatecznie ze Ślepcem dotarliśmy po raz kolejny na Kope Filokteta, położyliśmy się na samym szczycie i pozwoliliśmy naszym ciałom na swobodną produkcję endorfin, wpatrując się z błyskające niebo i zbierając deszcz, leżąc w kałuży... Zadziałało to na mnie oczyszczająco i kojąco. Zastanawiałem się również, czy to właśnie dziś stanę po raz kolejny przed obliczami moich stwórców, czy to tylko zwykła oznaka zainteresowania ze strony Hnum’a. Jednak nie wezwali mnie przed swoje oblicze… to znaczy, że jeszcze mam tu sporo do roboty…
Do domu wróciłem o 23:50. Przemoczony, ale pozytywny. Poczułem krawędź, poczułem smak nieba. Zrozumiałem, że skoro tak jest, to tak być musiało. Jeśli coś ma się zmienić, to się zmieni.
Wystarczy odczekać swoje…
Pozdrawiam Was, Moi mili.
Oby wam bogowie rzucali kłody pod nogi.
Nie tak jak mi – prosto w twarz. :)
Do następnego ;*
Nastrój:
tagi:
Dzisiaj widzę się z Niką, już za kilka godzin…
Problem w tym, że mam złe przeczucia…
Coś mi mówi, że jadą z Dan do Felczera, a potem na metrze w towarzystwie swojej przyjaciółki Nika odda mi moje rzeczy…
Ciekawe jak wiele ich odda… Jak bardzo będzie chciała pozbyć się mojej osoby ze swojego życia…
Nie wiem, ale mam złe przeczucia…
Nie dogadaliśmy się, zagraliśmy w dwie gry i w obydwu przegraliśmy. Nieporozumienie. Czysta głupota. Przez parę słów i niedopracowanych sposobów na wyciagnięcie czegoś z drugiej osoby, rozstanie? Już? Za co? Za to, że w którymś momencie się minęliśmy i zobaczyliśmy to zbyt późno?
Zobaczymy co z tego wyjdzie… dzisiaj w nocy pojawi się część druga…
Oby moje założenia były błędne…
Oby dało się to jeszcze odkręcić…
Nastrój:
tagi:
Arytmia
środa, 22.lipica.2009, 20:54
I tak oto powracam po raz kolejny, z hukiem jakich mało.
Przedwczoraj, rankiem, z tablicy korkowej sfrunął jakiś papierek. Wiedziałem, że to albo paragon, albo bilet. I że na 100% ma coś wspólnego z Niką. Wygrałem od siebie piwo. Bilet z kina – „Anioły i demony” – jedyny film na jakim byłem z Nią w kinie. Od razu podłapałem o co chodzi – wracają.
I wrócili. Najpierw napisałem do Dan w sprawie suszarki, potem się przypomniałem. Dzisiaj dostałem odpowiedź, że po suszarkę do Niki. Pretekst dobry… tak naprawdę potrzebowałem bodźca żeby do Niej napisać. Chwilę potem zapomniałem o bodźcu i po prostu napisałem. Kolejny raz się minęliśmy. Mówiąc „zostaw” miała na myśli „staraj się”.
Widzę się z Nią w czwartek. Będzie dobrze? Da się to wszystko odkręcić? Nie chcę nic zakładać czy rozważać. Chcę żeby było dobrze, jakkolwiek ma być. Chcę… chcę, żeby była szczęśliwa… Mam nadzieje, że ze mną…
Czasem przeklinam dzień, w którym zaprzestałem czytać w myślach. Gdybym to wtedy zrobił, wszystko by się ułożyło. Szlag by to trafił.
Czas zająć się chyba tym, w czym jestem najlepszy…
Powołaniem…
Pracą…
Wrodzonym zawodem...
***
Powoli zaczynam grać w zielone. W sumie fajna zabawa, choć ostatnio przyznam że z deczka mnie przerosła. :P
Z resztą… ostatnio wiele spraw mnie przerasta…
Koniec pisania – i tak nie mogę oczyścić myśli…
Do następnego…
Nastrój:
tagi:
Dużo czasu znów upłynęło, od kiedy ostatnio tu byłem. Odzyskałem jednak szablon i zaczynam na nowo spisywać moje dzieje. Z aktualniejszych spraw w skrócie:
Z Teo dogaduję się świetnie, jesteśmy przyjaciółmi, gadamy o wszystkim, świetnie się dogadujemy. Z Jej starym/nowym chłopakiem Jahoo chodzę na piwo i gram w Soul Calibur’a 3 na PS2. Życie jest piękne, nie ma co.
Z tych mniej szczęśliwych. Gdzieś w okolicach 08.07.09 skończył się mój cztero i pół miesięczny związek, ponieważ powiedziałem złe słowa w złym czasie zamiast poczekać i nie mówić ich wcale. Śmierć za słowa – słuszna, czy niesprawiedliwa? Ciężko powiedzieć… Choć przyznam że dostosowywanie się do środowiska jest dość… wyczerpujące… tak, można tak to ująć.
Ogólnie związek wspominam dobrze, naprawdę… choć, nie zaprzeczę, ilość wspomnień nie jest zadowalająca. Z tego też powodu mam nadzieję że całe to jedno wielkie nieporozumienie uda się odkręcić i nadrobić te drobne braki w pamięci.
Przyznać muszę, że ktoś kiedyś miał rację. Zaczynasz doceniać to co masz, kiedy to tracisz. To jest naprawdę życiowe…
Znowu zacząłem pisać wiersze! ^^ Przykre trochę, że po rozstaniu i że nie są zbyt optymistyczne, no ale „Życie jest okrutne” i nic na to nie poradzimy.
Dzisiaj to by było na tyle, tak skromnie, może innym razem będzie więcej, bo teraz przysypiam. ;P
Pozdrawiam Was Moi Mili ;*
Nastrój:
tagi:
Kończą się ferie. Co poradzić. Wszystko ma swój kres, koniec… kiedyś. Wróciłem ładne kilka miesięcy temu, „prawie” jak nowonarodzony. Wierze w lepsze jutro i nie chce się poddawać życiu, które uparcie chce mnie wykiwać, zrobić w balona, nabić w butelkę, wpuścić w maliny…
Od początku ferii tydzień spędziłem praktycznie bez snu… Cały czas siedząc przy kompie lub książce. Nie mogłem spać bo… bałem się. Bałem się zamknąć oczy, bałem się koszmarów które znów mogą zaatakować, zniszczyć moją pewność siebie, zniszczyć moją osobowość, zniszczyć mnie…
Oczywiście pojawiła się Linka. ;) Dziękuję Ci, Kochanie, że wtedy ze mną siedziałaś… Pomogło i znów mogę spać snem sprawiedliwego. Przy okazji trochę powspominaliśmy ;D
W te ferie spotkałem się z osobami, które są dla mnie niezwykle ważne, a z którymi zazwyczaj nie mam okazji się spotkać… z moją Muzą, z Aravanem(Isaac’iem), z Bhaal’em… Bardzo dobrze mi to zrobiło, wiecie? Bardzo się cieszę że po raz kolejny mogłem się z Wami spotkać, porozmawiać, podyskutować, pośmiać… To dzięki Wam trzymam się jeszcze w jednym kawałku. ^^”
Co więcej - poznałem też kilka nowych osób, ale tylko jedną z nich odrobinę bardziej. Natalie, mam nadzieje że to będzie długa i owocna znajomość. ^^
„Myśli”
Rozochocony blaskiem szkarłatnego słońca
Pogrążam się w myślach, dogłębnie, do końca
Nie szukam tam chwil spędzonych z Tobą
Lecz je odnajduje…
Pod powiekami zamkniętymi tak dokładnie
Złodziej najsłodsze wspomnienia mi kradnie
Nie tylko te związane z Tobą
Choć zwłaszcza te…
W myślach, jak przez mgłę, dostrzegam dziewczynę
Upitą, zdaje sie, wykwintnym dość winem
Wcale nie jesteś jej pierwowzorem
Ma tylko Twe oczy…
Na zewnątrz świat mnie wita, jak zwykle wesoły
Ach, gdybym mógł zapomnieć. Szkarłatne anioły
Nie zwrócą już uczucia raz odebranego
Zaledwie pół serca…
Pisząc to słyszą piosenkę z „Króla Lwa I”, która tak wiele znaczy dla mojego życia. Która wywołała łzy nie raz i nie tylko na mojej twarzy. Jednak teraz… słucham jej z uśmiechem. Wiem, że nie żałuję niczego co się stało. Jest w mojej głowie część, którą przemilczę, bo nie pasuje do reszty notki, ale też jest pozytywna. Czuje, że niedługo wszystko ułoży się po mojej myśli…
Przed nami 14 lutego – czas się przygotować. ^^ Do roboty, Kochani ;*
Wasz Shakaroo
Nastrój:
tagi:
Po raz kolejny napełnie tą stronę życiem. Niech moje myśli i uczucia na nowo popłyną przez świat!
Powstań, Łowco Świtu!
Niech na nowo zacznie się ta szaleńcza gra...
Nastrój:
tagi:
Stało się. Życie wepchnięte w omotany biegiem świata cień, gdzieś w kącie, gdzieś, gdzie nikt nigdy go nie znajdzie... Nikt... Nigdy... Przynajmniej na razie...
Dzisiaj mija trzeci dzień pętania mojego Mistrza Shakaroo. Od równo 14 dni przygotowywał się do usunięcia się w cień na jakiś czas. Co chwila mi objaśniał, co się działo, czego mam nie brać do serca, czego nie pamiętać, czym się nie przejmować i czyich rad słuchać pod Jego nieobecność. Dostosuję się do jego poleceń – On to wie. Zaufał mi i powierzył opiekę nad wszystkim, co należało do niego.
Mówił, że kiedyś wróci. Chcę w to wierzyć. Nawet teraz, mimo knebli w jego ustach, mimo otaczających go trzech warstw ścian z przyjaźni, wiary, siły woli i nadziei na lepsze jutro... Nawet teraz, kiedy go nie widzę... Kiedy dzielą nas niezliczone odległości... Nawet teraz słyszę jego jęki – są pełne poczucia beznadziei, szaleństwa, bólu, rozpaczy, krwi i łez... Słyszę, jak raz po raz, mimo więzów, którymi został spętany, wali głową o ścianę swej celi... Czuję, jak krew spływa mu po czole, mieszając się z potem i łzami... Jak wpływa do jego gardła, jak się krztusi...
Wiem o wszystkim, choć nie wspominam...
Wiem, przez co przeszedł i jak wiele wycierpiał...
Wiem jak wiele osiągną i jak wiele dla tego poświęcił...
Wiem, że robił wszystko, żeby do tego nie dopuścić...
Wiem, że ma bardzo silną wolę...
Jednak to, co go przytłoczyło, to żal zbierany przez ostatnich kilka lat, uwolniony jednym, szybkim, silnym i bezlitosnym ciosem w plecy. W takich chwilach łzy same cisną się do oczu, a na ustach pojawia się grymas bezgranicznej rozpaczy. To silniejsze od Niego... To zbyt silne dla któregokolwiek z Was...
Zapadał się w sobie... Zarówno ciało i umysł jak i jego własna dusza... Wiedział, że sam nie zdoła się wyratować, dlatego wezwał mnie. Nie przejmujcie się, wszystko będzie dobrze... Wierze, że Mistrz Shakaroo wyjdzie na prostą...
Musi...
Pozdrawiam...
...:::Błędny Freez:::...
Nastrój:
tagi:
Zaliczyłem wszystkie przedmioty... W wakacje będę miał dużo czasu na trening możliwości mojego ciała... Jeśli moje przypuszczenia są słuszne, to w przyszłości bardzo mi się to przyda...
Wszystko idzie tak jak przewidywałem do tej pory... Labirynt życia ujawnił parę furtek, jednak nie otwierałem żadnej z nich... Nie chce kłopotów... Wystarczy mi to, co mam...
Nie lubię mieszać w życiu innych... Pragnę pomagać, a nie sprawiać ból... Jednak wiem, że nigdy nie będzie szczęścia idealnego, nigdy nie dam rady zapewnić go wszystkim dookoła mnie...
Z jednej strony czuję się słaby... Resztki mocy, które zostały w moim ciele nadają się najwyżej do nieznacznego łagodzenia bólu... Jednak odkryłem, że nadal mimo tego wiele mogę... Dedukcja, wnioskowanie, logistyka, przewidywanie i rozumienie zasad na jakich opiera się ludzka egzystencja i świat, dają wiele możliwości... Moje ciało również pragnie nauczyć się czegoś nowego, chce zwiększyć swoje umiejętności i możliwości... Tak, to oczywiste... W końcu nic więcej mi nie pozostało...
Na jakiś czas wyzbywam się swojej egzystencji i świadomości... Będę funkcjonował jako cień samego siebie, aż do momentu, kiedy będę na powrót przyjąć swą dawną postać...
W poniedziałek nadejdą zmiany. Znam wynik. Tak być musi. Nic tego nie zmieni.
...mrok powoli zatacza krąg...
...wiąże nas przysięgą krwi...
Czas ruszyć w dalszą drogę...
Wieczną drogę...
Wiecznie sam...
...Wilczy Książe Shakaroo...
Nastrój:
tagi:
No więc... pisze dopiero teraz, ale może to i dobrze... Poziom zawikłań, kłamstw i oszustw przybiera niebezpieczny poziom. Intryga godna Szarlotka Holmesa xD
Traktuję tą sprawę dość płynnie... dość ciekawie... jakby mnie w ogóle nie dotyczyła... no, może trochę. Ale nabrałem już dystansu... Mam dwie układanki – nieciekawą i bardziej nieciekawą. Obydwie przedstawiają makabryczny obraz, choć każdy z nich jest inaczej namalowany. Niestety... jedna część pasuje tylko i wyłącznie do jednej z nich. Do której? Wolał bym do tej mniej makabrycznej... Choć i tak nie jest pewne że jutro ją znajdę. Lecz jeśli tak i będzie wystarczająca, to zakończy sprawę... Jeśli nie, przystąpimy do planu c... Plan a został wykorzystany i w miarę spokojnie rozpracowany. Niestety – zdobyte informacje nie dawały konkretnych informacji. Jaki będzie wynik ostateczny? Ujemny, czy bardziej ujemny.
Ktoś zabił w tej grze... i za wszelką cenę dojdę kto to zrobił, możecie mi wierzyć. Wszystkie plany mam obcykane i wiem, że na końcu któregoś będzie odpowiedź... taka a nie inna, ale będzie. A kiedy znajdę sprawcę... Gorzko tego pożałuje...
„...I kiedy będę szedł przez ciemną dolinę, zła się nie ulęknę,
albowiem jestem największym sukinsynem w tej pieprzonej dolinie...”
. . . . . . Kłania się w pas . . . . . .
. . . . . . . . . . Wasz Wilczy Książe/Detektyw Shakaroo . . . .
Nastrój:
tagi:
Było ok... tak naprawdę to to, co się dzieje, wcale nie jest takie fajne... wcale a wcale...
Wyrzekłem się mocy w zamian za odpowiedzi na moje pytania i pomoc.
Czy zrobiłem słusznie? Nie wiem... może dzisiaj się dowiem...
Noc była spokojna... koło wpół do pierwszej położyłem się spać. Tuż przed snem zwróciłem się z kolejnymi pytaniami do bogów – w zamian zaczęli jeszcze intensywniej i szybciej odbierać mi moc. Wczoraj – ból kostki – dzisiaj – ból żeber, lewego płuca, serca, lewej ręki, głowy, napady niepohamowanej żądzy krwi i trzęsące się nad wyraz dłonie.
Skończyła mi się butelka wina... oooooooo My Summer Wine... idę do piwnicy...
Wróciłem z... kolejną butelką... Ojciec wysłał mnie do sklepu. Przyniosłem 10 bułek i dwa piwa... wypiłem z nim na spółkę. Nigdy nie piłem z ojcem... Miał prawo się zdziwić. I to duże...
Trochę pogadaliśmy... Przed sekundą wróciłem z łazienki. Chciałem umyć ząbki, ale nie zdążyłem. Zaczęło mnie rwać... Ostry ból w klatce piersiowej – serce. Coś mi bulgocze w płucach... po chwili na dnie mojego zlewu pojawiła się krew... i znowu... i znowu... i znowu...
Czyżby wszystkie moje choroby były blokowane przez moc, a funkcje życiowe były przez nią podtrzymywane? Być może. Wiem, że teraz nie pożyje długo... może połowę tego, co powinienem? Może mniej... Ale wolałem wiedzieć...
Powoli powraca ból głowy...ciśnienie chyba w normie, ale głowy nie dam...
...to boli... ...to boli... ...to boli...
Słabo mi... wzrok błądzi i zatacza kręgi... jeśli nie dziś, to jutro... jeśli nie jutro, to w środę... jeśli nie w środę, to w każdej chwili...
Co do chwili... dzisiaj pojawi się tu jeszcze jedna notka. Zobaczymy, co w niej będzie... to będzie coś na kształt podsumowania co jest tak a co mniej tak a co nie tak... i czy w ogóle nadal coś jest.
Pożyjemy – zobaczymy...
Może będzie dobrze...
Nastrój:
tagi:
To był... bardzo udany dzień. Choć nadal sytuacja jest mało uśmiechnięta, to jakieś półtorej godziny temu zrozumiałem, że nadal jestem szczęśliwy, że
- Ona jest moim szczęściem i że to właśnie za to szczęście jestem w stanie poświęcić wiele...
- Ona jest moim sercem, bez którego nie potrafię już normalnie żyć...
- Ona jest moim powietrzem, bez którego nie przetrwam choć bym nie wiem jak się starał...
- Ona jest moim Aniołem, który w chwilach rozpaczy chroni mnie pod swym skrzydłem...
- Ona jest Królową Mojego Świata, i nadaje sens każdej sekundzie jego istnienia...
- Ona jest Całym Moim Światem, którego pragnę, gdyż każda chwila w nim spędzona przepełnia mnie euforią...
Jej uśmiech, śmiech, roześmiane oczka... Cała Ona...
Nie chce Jej tracić... Druga natura? Możliwe... Ale mam wielką nadzieję, że mimo wszystko będzie dobrze, będzie ze mną, oboje będziemy szczęśliwi i... i wszystko potoczy się tak, jak mi obiecano.
A musi... czuję to... i to dosłownie.
Max odszedł ponownie... tak jak prosiłem. Może właśnie dzięki temu dostrzegłem, że Ona nadal daje mi szczęście? Możliwe... w takim razie bardzo dobrze! Od razu łatwiej się żyje.
Rano o 6:30 wpadłem zaopiekować się śpiącym Matim. Później, o 11:49 wpadłem do Niej, o 15:22 wyszedłem, poczym ponownie spotkaliśmy się o 16:14 w metrze. Rozstaliśmy się pod Jej domem o 21:58. Do domu wróciłem o 22:22. To był naprawdę udany dzień!
Wiecie co?
Wierzę.
Nadal wierzę.
Wierzyć nie przestanę.
Czemu?
Bo to wspaniałe uczucie...
Jej Wilczy Książe Shakaroo
;* ;* ;* ;* ;* ;* ;* ;* ;* ;* ;* ;* ;* ;* ;* ;* ;*
Nastrój:
tagi:
”…It's a new world - it's a new start
It's alive with the beating of - young hearts
It's a new day - it 's a new plan
I've been waiting for you
Here I am
Here we are - we've just begun
And after all this time - our time has come
Ya here we are - still goin'strong
Right here in the place where we belong
It's a new world - it's a new start
It's alive with the beating of - young hearts
It's a new day - it 's a new plan
I've been waiting for you
Here I am
Here I am - next to you
And suddenly the world is all brand new
Here I am - where I'm gonna stay…”
…ale czy ta piosenka zakończy się słowami…
“…Now there's nothin standin in our way
Here I am - this is me.”
…zależy już tylko od Ciebie…
Było dobrze… wszystko układało się co raz to lepiej, kartka po kartce z co raz to większym zapałem można było czytać jak moje życie się nakręca, nabiera tępa, przyspiesza… i trafia na ścianę. Już od dłuższego czasu wiedziałem że tak będzie, ale nie sądziłem że będę to aż tak przeżywał... aż tak... to aż tak boli...
Świat jest okrutny i nikt ani nic tego nie zmieni – wie o tym nawet większość dzieci. Bez bólu i cierpienia nie docenialibyśmy radości i przyjemności... choć niektórym ta granica i tak się zamazuje... ale nie o to mi chodzi...
Powinienem się odciąć? Tak, przynajmniej na jakiś czas. Powinienem uwolnić się od męczących mnie obaw... nie wątpliwości, tych tu nie ma – jestem pewien tego co robię, wiem że robię to słusznie i że jestem szczery jak to tylko możliwe... od obaw, które wywołują u mnie dreszcze... przerażenia. Boję się... Boję się jak jasna chol**a...
Mówisz że nic się nie zmieniło. Przecież to nie prawda... coś musiało się zmienić, skoro Twoje zachowanie też zmieniło się tak drastycznie... Ja to dostrzegam... To boli...
Wspominam wszystkie nasze rozmowy... Większość pamiętam, część nawet idealnie... Spotkania – bez wątpienia... Bardziej jednak chodzi mi o rozmowy... Boję się zwłaszcza z tego powodu. Nie chcę tracić tego, o co walczyłem tak długo i zawzięcie... Z takim zapałem... Z takimi uczuciami... Z takim zaangażowaniem...
Boję się...
- Nie radzę sobie... myśli mnie przerastają, niszczą...
- To nie myśl tyle nad tym...
- Nie potrafię...
- Musisz...
- Nie potrafię...
- To Ci w niczym nie pomoże...
- Jest tylko jedna rzecz która może mi pomóc... Decyzja...
- Twoja? Nie...
- Nie moja. Jej.
- Jej? To przecież Twoje życie, o Wilczy Książę.
- Po co ten sarkazm? Mam wystarczająco dużo kłopotów...
- Wiem. Widzę. Czuję. Niestety - nie współczuję. Nie tym razem.
- Mogłem się tego domyślić...
- Ty dobrze wiesz czemu. Sam się o to prosiłeś. Twój wybór – Twoja wola...
- Nienawidzę Cię...
- Wiem. Ale mnie potrzebujesz... Inaczej nie przetrwasz tego, co się dzieje.
- Wiem... ale obiecałem... nie mogę Jej zawieść...
- Jak chcesz... Jednak pamiętaj – wszystko można rozwiązać na kilka sposobów...
- Wiem to, ale...
- A Ty nie doszedłeś jeszcze do wszystkich. Może Ona pierwsza do tego dojdzie.
- Do czego? Do czegoś do czego ja nie doszedłem?
- Nie. Do tego, że nawet taki idiota jak Ty czasami ma rację...
- Marna pociecha...
- Na więcej mnie nie stać...
- Idź już... Dziękuję...
- Będę czekał... ale wiedz, że śmieję się z Ciebie z całych sił... Jesteś taki słaby...
- Wiem...
...to boli... ...to boli... ...to boli... ...to boli... ...to boli... ...to boli... ...to boli...
Ale przetrwam... Choćby było nie wiem jak źle... Choćby się paliło, waliło i zgniatało wszystko na czym mi zależy... Mam nadzieję... Wierzę że będzie dobrze... Wchodzę do tego budynku. Wiem, że się poparzę – to nieuniknione – ale przynajmniej coś uda mi się uratować... Mam nadzieję że właśnie to, co najważniejsze...
Nie chcę końca...
Pragnę, aby to był dopiero początek, który mimo małego potknięcia będzie tworzył przepiękną historię...
Zrobię wszystko... Bogowie... Zrobię wszystko... Dajcie znak... Wiecie co robić...
Wasz Wilczy Książe Shakaroo
PS: Pomóżcie, albo zrobię coś wbrew Wam. To da Wam do myślenia. Miłych wieków Bogowie...
Nastrój:
tagi:
Miałem pisać, lecz nie pisze... nie mam kiedy, nie mam czasu...
Moje życie nabiera duzego tępa i czasami ledwo wyrabiam się na zakrętach...
Co się ze mną dzieje? Smutek? Znowu? Czemu?
Nie wiem... nic nie wiem, a raczej wiem niewiele... Wiem, że mam kilku przyjaciół na których moge liczyć nawet wówczas, kiedy nie będziemy się odzywać do siebie przez ponad rok czy dwa... To mi wystarczy... Ta świadomość jest cienką liną bezpieczeństwa, która choć cienka, zawsze przytrzymuje...
Okaże się, jak długo...
Pozdrawiam...
PS: Poniżej fajna gierka... zagraj ;]
Play!
Nastrój:
tagi:
http://www.pages.drexel.edu/~tds35/simulator/
Nastrój:
tagi:
Ferie tuż tuż... już tylko niecała doba, kilka godzin i wolne na najbliższe 2 tygodnie xD
Bogowie! Co za radość! Mi co raz to lepiej w szkole idzie, Teo co raz to bardziej uśmiechnięta, co raz to więcej nowych pomysłów na przedstawienia (czyt. Matusiakowa zobaczyła jak mi, Bhaalowi i Natanowi odwala przy piosenkach George’a Brassens’a w wykonaniu Zespołu Reprezentacyjnego i stwierdziła, że przeniesiemy te tańcowania na scenę) oraz „Tango” xD
Sama radość
Przyznać musze
Bo to cieszy moją dusze!
To na prawo
To na lewo
To do góry rośnie drzewo!
Nie przewidzisz
Nie zrozumiesz
Jaką radość wzbudzić umiesz!
Taki teatr
I zabawa
To radosna życia sprawa!
No... jest prawie dobrze... ale tylko prawie. Czemu? Ojciec chce się ze mną kłócić o byle co, mam wrażenie... Przed chwilą zrobił mi burdę o to, że na moim biurku stoi mała, zapalona świeczuszka... Poczym - w celu jej zgaszenia – podniósł ją szybko i dmuchną tak, że wylał wosk na dywan... Bogowie! Nie ma co komentować... Do prawdy, życie w domu wariatów. No i niby co? Od tej świeczuszki cały blok spłonie, mieszkanie czy mój pokój? Nawet do lekkiego zwęglenia biurka mam wątpliwości. No, ale nic!
I tak mi humoru nie popsuje! HA! Jutro wyprowadzam się na działkę – na razie na weekend, a co później – się zobaczy ;] Zapowiada się sympathisch weekend! XD
Nastrój:
tagi: